MAŁGORZATA SKRZYPCZAK

Małgorzata Skrzypczak, wiek: 56, zawód: nauczycielka

 Pamiętacie Małgosię? Tę kobietę petardę, która po przekroczeniu magicznej 50-tki postanowiła zacząć spełniać marzenia i realizować się sportowo? Gdy przeprowadzałam z nią wywiad w październiku ubiegłego roku, Małgosia opowiadała o tym jak ukończyła Koronę Maratonów, Runmageddon i Triathlon. Wydawało się, że to właśnie jest jej czas. Nie przypuszczałam wtedy, że kilka miesięcy później będę z nią rozmawiać o tym jak mierzy się z najtrudniejszym biegiem w swoim życiu, w którym stawką jest wygrana z chorobą nowotworową i jej życie.

„Wiele dobrego działo się w moim życiu przez ostatnie 7 lat. Startowałam w zawodach, skoczyłam ze spadochronem, napisałam książkę o motywacji do aktywności fizycznej. Miałam wrażenie, że świat mi sprzyja. Do czasu.” – opowiada Małgosia.

Korzystając z urlopu dla podratowania zdrowia postanowiła dokładnie się przebadać. Mimo że Małgosia prowadziła zdrowy styl życia i badała się regularnie, to tym razem miała kiepskie przeczucia. „Ostatnią mammografię i usg piersi robiłam w maju 2018. Wyniki były ok. Napisano, że nie stwierdza się podejrzanych zmian. W październiku postanowiłam przebadać się jeszcze raz. W tym celu udałam się do specjalisty, który niemal natychmiast wysłał mnie na biobsję gruboigłową w celu zbadania zmian. Wynik był pozytywny. Rak złośliwy.”- wyjaśnia. – „Pojawił się szok, stres i niedowierzanie. Przecież się badałam, systematycznie chodziłam do lekarza a moja pani ginekolog w kółko powtarzała mi, że z kapusty sałata nie urośnie. Jednak urosła. Tysiące pytań w głowie, jak żyć, co teraz, chaos  nie pozwalał mi logicznie myśleć a co tu dopiero mówić o podejmowaniu decyzji.”

Na szczęście Małgosia ma u swojego boku wspaniałego męża, który zaczął działać, pytać, dowiadywać się i tym sposobem oddał ją w ręce najlepszych specjalistów. Grupa fachowców zaopiekowała się nią i ustaliła metody leczenia.

„Obecnie jestem po mastektomii i wycięciu wszystkich węzłów, do których były przerzuty. Od stycznia mam chemię. Skończyłam 4 cykle ciężkiej chemii ( czerwonej) i za 3 tygodnie zaczynam 12 cykli lżejszej ( białej). Potem jeszcze radioterapia.”- opowiada.- „Ręka po stronie operowanej wymaga wyjątkowej opieki aby uniknąć obrzęku limfatycznego. Pomagają mi masaże i 2 x dziennie ćwiczenia. Kiedy skutki chemii stają się mniej uciążliwe to do ćwiczeń ręki dokładam ćwiczenia na nogi i brzuch.”

Małgosia jest przy tym prawdziwą fighterką. W styczniu zaraz po operacji zaczęła spacerować. Z czasem spacery przeszły w dłuższe marsze i w końcu w trucht. „Szukałam fachowej literatury by dowiedzieć się, czy jako amazonka mogę w ogóle biegać, z jaką intensywnością, jakie dystanse itd. Niestety brakuje informacji w tym temacie. Dopytywałam poznane amazonki aż w końcu sama postanowiłam sprawdzić na sobie. Najpierw marszobiegi, potem bieg ciągły z kilkoma odpoczynkami. W marcu zapisałam się na zawody na dystansie 5 km, na których zajęłam 2 miejsce w kategorii wiekowej J Przed ostatnią chemią czerwoną przebiegłam pierwszą od listopada dyszkę. Jeżdżę już rowerem. Moje wyniki krwi są dobre. Oprócz  białych krwinek wszystko mam w normie. Chwilami lepsze niż wtedy gdy byłam zdrowa.”

Okazało się, ze to właśnie aktywność sportowa pomaga Małgosi przetrwać ciężkie chwile. Bo i takie bywają. „W czasie biegu czy spaceru  głowa oczyszcza się ze złych myśli. Chwilami zapominam, że jestem chora. Brnę do przodu. Walczę z chorobą. Ale przy tym jestem pełna pozytywnych myśli. Oswoiłam już chorobę. Wiem, jak mogę się  czuć po chemii i na ile mogę obciążyć ciało ćwiczeniami. Rękę ćwiczę niemal przy każdej okazji. Wystarczą wymachy, strzepnięcia, unoszenia. Wiem, że to zaprocentuje i w przyszłości nie będzie obrzęku. Lubię ćwiczyć w ogóle więc jak tylko pozwala mi na to lepsze samopoczucie to zawsze znajdę czas dla siebie, dla swojej sprawności. Wyciągam również męża na bieganie do lasu. Truchtamy, maszerujemy, ćwiczymy. Spędzamy razem najlepszy czas.”

Małgosia nie ukrywa swojej choroby. „Mówię o tym co mnie spotkało przede wszystkim dlatego, aby zdrowe panie zachęcić do badania. A jeśli badanie niesie jakieś obawy proszę dociekać. Proszę polegać również na swojej intuicji. Natomiast chorym paniom chcę pokazać, że można pokonać trudności i realizować swoje pasje mimo wszystko. To nie musi być zaraz bieganie. Proszę robić to co przynosi radość i satysfakcję. Nie wolno zamykać się w domu i samemu przeżywać najtrudniejsze chwile. To nie pomaga. Pomaga natomiast inne spojrzenie na życie. Żyjcie drogie panie tu i teraz. Cieszcie się małymi rzeczami, drobiazgami. Sprawiajcie sobie choćby drobne przyjemności. Nic i nikt nie trwa wiecznie więc ciągłe czekanie na coś i odkładanie na „ potem” nie ma sensu. Szkoda czasu. Tego „potem” może już nie być. Ja już to wiem. I jeśli będzie mi dane wyjść zwycięsko z tej choroby to na pewno będę żyć pełną parą i cieszyć się tym co mam. Przede mną jeszcze długa droga ale mimo, że wyboista przejdę ją z podniesioną głową a może raczej przebiegnę ten mój wyjątkowo trudny bieg i zostanę ultraską. Bo przecież ŻYCIE JEST PIĘKNE .”

 

Newsletter

Zapisz się i buduj z nami silną i zangażowaną społeczność

Podziel się z nami swoją opinią