MAGIA SPRZĄTANIA ŻYCIA

Przez pierwszą połowę życia tak naprawdę odpowiadamy na wyzwania, które stawia przed nami świat. Chcemy być akceptowani, lubiani, dobrze zrozumiani, chcemy się chronić, czuć się bezpiecznie. To wymaga szeregu zachowań i wyborów stanowiących stopniowy proces dostosowania się do otaczającego nas świata. Kształcimy się, pracujemy, oszczędzamy, zakładamy rodziny w dużej mierze dlatego, że świat zewnętrzny tego od nas oczekuje, a my lepiej się czujemy pasując do niego, niż do niego nie pasując. Chcemy przynależeć do wspólnoty, która rządzi się przecież określonymi zasadami. Pędzimy w stadzie i często jesteśmy w tym pędzie szczęśliwi.

Aż przychodzi czas, gdy około lat 40 czy 50, mamy więcej czasu na zwolnienie i refleksję, rozglądamy się wokół siebie i zauważamy, że nie do końca jesteśmy szczęśliwi z tym jacy się przez te wszystkie lata staliśmy. To co powstało wokół nas to jakby warstwy ochronne, które tworzyliśmy by reagować na zewnętrzne impulsy, by się do świata dostosować, ale to nie do końca my. Zaczynamy czuć, że jednak wcale nie lubimy naszej pracy, w której spędzamy min. 8 godzin dziennie, ciesząc się w niej często wieloma sukcesami. Wcale nie czujemy się dobrze przy mężu, czy żonie, obok której codziennie się budzimy. Nie czujemy się dobrze w swoim ciele.

Uwielbiam wiosnę i kwitnące w tym okresie drzewa wiśni. Zawsze jednak mam o tej porze roku coś pilniejszego do zrobienia niż wycieczka na wieś by na te drzewa popatrzeć. W pędzie życia to akceptowałam, bo przecież za rok znowu będzie okazja. Aż pewnego dnia zdajemy sobie sprawę, że przed nami już jakaś ograniczona liczba wiosen i kwitnień wiśni. Nie ma większego znaczenia czy jest ich jeszcze 10, 20 czy 30. Istotne jest zrozumienie, że właśnie minął kolejny, z ograniczonego zbioru cudownych wydarzeń które uwielbiamy, a my znów robimy coś innego. Konfucjusz powiedział, że człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się gdy zrozumie, że ma tylko jedno życie. Wtedy pierwszym krokiem jest zwolnić i uświadomić sobie co jest dla nas ważne i wartościowe, a co nie jest. Nie jest to proces łatwy. Ale konieczny by wejść w okres „przebudzonej dojrzałości” i przeżyć drugą połowę naszego życia aktywnie, z nadzieją, ale przede wszystkim w zgodzie ze sobą.

To co dzieje się w tym okresie to pewnego rodzaju sprzątanie życia. A skuteczne sprzątanie nieodzownie  wiąże się z odrzucania rzeczy, których już nie chcemy. Marie Kondo, autorka fantastycznej książki o sztuce sprzątania „Magia sprzątania” pisze, że samo przestawianie przedmiotów w pokoju, w którym jest bałagan – ich układanie na miejsce – skutkować może co najwyżej chwilowym porządkiem, który po kilku dniach wróci ponownie do stanu chaosu. W wielkim skrócie rzecz ujmując, skuteczne sprzątanie – np. szafy z ubraniami – polega na wyjęciu z niej wszystkich rzeczy, rozłożeniu ich na podłodze, a następnie braniu do rąk kolejno poszczególnych ubrań, przyjrzeniu się im i zadaniu sobie każdorazowo pytania czy naprawdę danej rzeczy potrzebuję, czy obcowanie z nią daje mi pozytywną energię, czy dobrze się w niej czuję, czy chcę, żeby dalej towarzyszyła mi w moim życiu. Następnie pozostawiamy tylko te rzeczy w przypadku których zdecydowanie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na te pytania twierdząco. Resztę rzeczy – dziękując im za wieloletnie towarzystwo – się definitywnie pozbywamy. Nie chowamy ich do piwnicy, ani na strych, nie tłumaczymy sobie, że przecież to jeszcze całkiem dobra sukienka i szkoda wyrzucać, ani tym bardziej nie słuchamy innych domowników którzy są przekonani, że te rzeczy na pewno się jeszcze kiedyś przydadzą. Każda z nas i tak w głębi duszy wie, że jeśli nie założyłam danego swetra ani razu przez ostatnie 5 lat to go już nie założę. Dopiero tak wyselekcjonowane ubrania układamy na nowo do szafy, robiąc miejsce dla nowych zakupów, a przede wszystkim dając sobie przestrzeń i harmonię do dalszego funkcjonowania. Po takim sprzątaniu wystarczy codziennie odkładać rzeczy na miejsce i porządek sam się utrzyma. Sprzątanie szafy wg. Marie Kondo jest metaforą, która w nieco uproszczony, ale bardzo celny sposób oddaje proces tworzenia harmonijnego życia zgodnego z samym sobą i wchodzenia w fazę przebudzonej dojrzałości. Nieodzownym, pierwszym krokiem jest tu jednak odrzucenie tego czego już w swoim życiu nie chcemy, a zyskana dzięki temu przestrzeń będzie gotowa by wypełnić ją na nowo. Nie musimy wcale w tym momencie wiedzieć czym chcemy tą przestrzeń wypełnić. Nie musimy mieć precyzyjnego planu. W tym stadium, stanem zupełnie naturalnym jest, że nie wiadomo do końca (albo w ogóle) co będzie dalej. To co możemy zrobić to żyć chwilą i dbać o siebie. Samoświadomość i idące za nią zadbanie o siebie jest bowiem podstawą, żeby świat wokół nas stał się lepszy i paradoksalnie wszyscy wokół nas byli szczęśliwsi, mimo, że w posprzątanym życiu często wcale nie poświęcimy im już tyle czasu co wcześniej. Nie ma jednak osoby, która nie chciałaby mieć wokół siebie szczęśliwej mamy, żony, babci, sąsiadki, męża, dziadka, czy taty. Obcowanie ze szczęśliwymi ludźmi daje przecież szczęście również nam.

Zrobienie porządku w życiu wymaga wiele więcej czasu niż posprzątanie szafy. Wymaga spędzenia większej ilości czasu w samotności, z sobą samym, żeby zdać sobie sprawę ze wszystkich rzeczy, które robimy rutynowo, a nie czujemy żeby tak naprawdę angażowały nas dając nam poczucie prawdziwego życia i prawdziwego szczęścia. Oczywiście skala potrzebnych porządków może być inna w każdym indywidualnym przypadku. Może jednak warto pójść śladem Marie Kondo, spojrzeć w oczy składowym naszego życia z pytaniem czy chcę, żeby dalej mi towarzyszyły, a jeśli nie to z szacunkiem je pożegnać i pozwolić, żeby zrobiły miejsce dla czegoś nowego, a kto wie – czas pokaże – czym ta wolna przestrzeń się wypełni, może szczęściem.

 

Newsletter

Zapisz się i buduj z nami silną i zangażowaną społeczność

Podziel się z nami swoją opinią