50 to 50

Miarka się przebrała. Rozumiem, że jesteśmy społeczeństwem, które wciąż nie radzi sobie z ageizmem. Ale tworzenie teorii, że „50 to nowe 40” nie tylko nikomu nie pomaga, a wręcz jest krzywdzące. Idąc tą logiką, możemy uznać, że „20 to nowe 10”, a nie sądzę by dwudziestolatka była szczęśliwa z tego porównania. I my też, nie mamy się z czego cieszyć.

Ageizm czyli dyskryminacja ze względu na wiek jest wciąż jedną z najbardziej społecznie akceptowalnych form dyskryminacji. Obecny jest na rynku pracy – 55 specjalista raczej nie będzie miał łatwo by taką znaleźć/zmienić; widoczny jest w relacjach społecznych – istnieje cała lista „przykazań” co wypada, a czego nie wypada robić „w pewnym wieku”; dotyka zwłaszcza kobiet – mężczyźnie zmarszczki dodają powagi, kobiety wysyła się na lifting.  W tym wszystkim są tacy, którzy postanowili poprawić humor współczesnym 50-tkom i jak rozumiem, przekonać je, że nie ma co się martwić, bo są tak samo fajne/ciekawe/seksowne (wybrać dowolne) jak 40-stki. I niby wszystko ok, w końcu może i należałoby uznać to za komplement. To o co właściwie chodzi? A no o to, że twierdzenie że „50 to nowe 40” jest ageizmem w czystej postaci właśnie.

Teraz uważajcie bo powiem Wam prawdę. Niektórym może być ciężko ją zaakceptować, ale wezmę to na klatę. Otóż: jeśli urodziliście się 50 lat temu, to macie 50 lat. Tak wiem, nie łatwo to przyjąć, jeszcze trudniej zrozumieć, ale tak właśnie jest. Nie jesteście czterdziestolatkami. Jesteście po 50-tce. Co nie wyklucza wcale tego, że większość dzisiejszych pięćdziesięciolatków jest dużo sprawniejsza niż byli ich dziadkowie w tym samym wieku. Jesteśmy przecież nadal aktywni, pełni energii i dalecy od wycofywania się z życia uczuciowego czy zawodowego.  Uczciwie trzeba też przyznać, że drobnymi krokami zmieniają się standardy społeczne. Kobiety po 50-tce, 60-tce i starsze, zaczynają być zapraszane do udziału w kampaniach reklamowych i na wybiegi pokazów mody. Niektóre magazyny decydują się na to by nie retuszować zmarszczek i mamy coraz więcej ambasadorek, które głośno mówią o tym, że wiek nas nie ogranicza.

Dlaczego zatem twierdzenie że „50 to nowe 40” jest krzywdzące? Z jednego bardzo prostego powodu: z góry zakłada, że bycie młodszym jest lepsze i bardziej wartościowe. A to akurat prawdą nie jest. W wieku 40 lat rzeczywiście mogłyśmy mieć jędrniejszą skórę na ciele, ale także był to okres wypełniony obowiązkami czasem aż do granic naszych możliwości. Teraz, może i musimy wklepywać kremy o bogatszej formule, ale zyskałyśmy też więcej czasu dla siebie, jesteśmy bardziej niezależne i nie tak łatwo przejmujemy się zdaniem innych. To naturalne i oczywiste, że każdy etap życia rządzi się swoimi prawami. Ale wtłaczanie kobiet w ciągłe porównywanie się do młodszych, jest zupełnie niepotrzebne i rodzi uczucie wzajemnej konkurencji. Nie musimy mieć 40 lat by czuć się dobrze w swoim ciele. Wręcz przeciwnie, możemy czuć się dobrze niezależnie od wieku. Celem naszego życia nie powinna być walka o „wieczną młodość”. Wygranymi w tej wojnie zawsze będą jedynie koncerny farmaceutyczne, a ofiarą – nasze poczucie wartości.

 

Newsletter

Zapisz się i buduj z nami silną i zangażowaną społeczność

Podziel się z nami swoją opinią